xxxx

Za co kochamy i nienawidzimy fandomów?

środa, 27 lipca 2016

7 komentarzy // dodaj (+)

W życiu większości z nas nadchodzi taki moment.

Ekscytujesz się filmem, serialem bądź książką ale nie masz się z kim podzielić swoimi wrażeniami? Masz dosyć ciągłych odpowiedzi swoich przyjaciół typu ''Jaka Lana Parilla? Jaki Jason i zszywacz? Jakie Captain Swan? Co ty w ogóle bierzesz?!'' kiedy próbujesz ich wprowadzić w świat swoich zainteresowań? W takim razie przyszedł czas abyś z szeroko otwartymi rękoma przyjął świat fandomów!

Czym właściwie jest fandom? Fandom to miejsce na portalu społecznościowym takim jakim jak na przykład facebook czy google plus które ma wygląd społeczności/grupy i składa się z tysięcy ludzi którzy w większości maniakalnie kochają dany serial, film czy książkę bądź anime. Począwszy może nam się wydawać, że taki fandom to jedna wielka kochająca się rodzina która od razu cię zaakceptuję, pokocha i staniesz się częścią niej. Jednak jak każda rodzina fandomy również mają swoje mroczne tajemnice...

Tu przechodzimy do głównego tematu, za co właściwie kochamy i nienawidzimy fandomów. Krzątam się w tym zwariowanym świecie już ponad dwa lata, więc postanowiłam w końcu coś na ten temat napisać. Czy ten świat w którym pozornie wszyscy jesteśmy rodziną, bo przecież lubimy to samo, może okazać się taki zły?

Cóż, zacznijmy może od zalet fandomów. Przede wszystkim mamy tysiące osób z którymi możemy konwersować i nie spojrzą na nas jak na wariatów kiedy po raz setny będziemy się zachwycać Solangelo czy kolejnym pięknym momentem Swan Queen! Ja przykładało jestem osobą która kiedy coś przeżywa musi się tym z kimś podzielić, a no cóż... nie zawsze moi przyjaciele wiedzą o co może mi chodzić. Z resztą przecież w samych fandomach powstaje mnóstwo przyjaźni. Sami przyznacie, że kiedy z kimś rozmawiacie i dojdzie do tego, że lubicie coś razem, pierwsze lody choć odrobinę topnieją.

Fandom to świetne miejsce aby się również zareklamować. Piszesz fanfiction, ale masz mało czytelników i przez to nie wiesz czy ma to sens dłużej ciągnąć? Nie ma problemu! Dzięki fandomowi możesz zyskać całą hordę nowych czytelników. Możesz spotkać również ludzi którzy znają się na pisaniu i zawsze mogą ci delikatnie zwrócić uwagę na błędy, co jest istotne. Chociaż jak zauważyliście, nie jestem biegła w pisaniu fanfiction dlatego nigdy nie próbowałam tego (no i trochę bym się wstydziła ah ta moje nieśmiałość), chociaż nie raz widziałam na tablicy mnóstwo linków nie tylko do fanfictionów, ale i również do filmów bądź kont na deviantarcie związanych z daną fanowską tematyką.

Chyba nikomu nie muszę tego mówić, jak zabawnie potrafi być na fandomach. Zaczynając od fandomowego spamu kończąc na rozkminach. Po za tym całe tablice zazwyczaj wypełnione memami i najróżniejszymi grafikami które potrafią rozśmieszyć każdego i przywrócić mu dobry nastrój w gorsze dni.

Przede wszystkim nigdzie (no chyba, że na którymś z skrupulatnie prowadzonych blogów) nie znajdziesz takiego źródła wiedzy o nowościach. Myślę, że szczególnie jest to ważne dla fanów serialu lub filmu, nie każdy ma w końcu twittera, instagrama i co tam jeszcze może istnieć, a przecież warto jest się dowiedzieć czegoś o aktorach, zobaczyć nowe zdjęcia z planu lub mieć dostęp do innych informacji. Szukając tego sami spędzili byśmy dwukrotnie więcej czasu, a nie każdy zresztą wie jak i gdzie szukać, zwłaszcza początkujący fani.

Lecz jak już wspomniałam było by zbyt pięknie gdy by fandom był idealnym miejscem naładowanym zewsząd tęczą i puchatymi jednorożcami, gdzie możemy spędzić wieczność.. choć to prawda. Fandomy potrafią niewybaczalnie pożreć nam czas, zwłaszcza gdy szykuję się kolejna piękna mówiąc kolokwialnie rozkmina typu czy w pałacach Posejdona używa się szamponu lub czy łowczynie Artemidy mogą umawiać się z dziewczynami. Będąc w jednym fandomie może jeszcze aż tyle nie poświęcimy mu czasu, zwłaszcza gdy dopiero do niego wstąpiliśmy lecz przyznajmy, to trochę uzależnia i z jednego fandomu robi nam się dziesięć. Sprawdzając je wszystkie codziennie... chyba nie muszę zresztą tłumaczyć.

Kolejna rzecz którą po prostu jak widzę mam ochotę wyjść z fandomu jest tzw masywny żart. Dobrze, rozumiem na początku rzeczywiście może okazać się zabawny, ale kiedy już widzisz go po raz setny masz ochotę wyjść z fandomu i nigdy wracać (co w sumie wyszło by na zdrowie). I broń boże nie mów że cię w ogóle to nie bawi! Jak tak możesz śmiertelniku się z nami nie zgadzać? Won zjeść łykołaki!

Nawiązując do tej ''masowej zgodności''... ekranizacje. Mam tu na myśli rzecz jasna fandomy książkowe. Jeżeli fandom powie że film jest ble to ty też masz tak myślisz a jak nie... wspominaliśmy o łykołakach? Choć w sumie nie będę się dużo na ten temat rozpisywać, ponieważ kiedy indziej chciałam poruszyć ten temat.

Kolejna rzecz... rywalizacja. Nie, nie o dominację. Nie, nie o rację. Chodzi mi o rywalizację o chłopaków, aktorów, męskich idoli. Kochamy ich, marzymy że kiedyś spotkamy, posiadamy tysiące folderów z ich zdjęciami jak to przystało na większość fangirl... a potem przychodzimy do miejsca gdzie mnóstwo osób też to robi. Nagle przestajemy czuć się wyjątkowi, z jednej strony może to nawet miłe uczucie, że jesteśmy wśród swoich, choć z drugiej to prowadzi do mnóstwa konfliktów o naszych głównych bohaterów czy idoli.

Ostatnia wada, spoilery, choć uważam że zawsze kiedy wchodzimy do fandomu powinniśmy się z tym liczyć. Już nie raz siebie za to nienawidziłam, że nie mogłam wytrzymać i musiałam wejść do fandomu jeszcze zanim skończyłam czytać całą serię Olimpijskich Herosów. Podobnie miałam z Fairy Tail, kiedy to byłam na 63 odcinku a ktoś nagle wyjechał z ankietą ''Który moment według was był najsmutniejszy?'' Dziękuje bardzo, chyba nikt mi w życiu tak jeszcze niczego nie zaspoilerował. W sumie jedynym bezpiecznym wyjściem, jest po prostu przeczytać czy obejrzeć wszystkie sezony i części zanim zdecydujemy się zostać członkiem fandomu. To rodzi natomiast kolejny problem, bo czujemy się samotni z naszymi wrażeniami i emocjami! I co tu zrobić? Eh, a mówią, że to Antygona miała trudny wybór...

Podsumowując, fandomy jak wspomniałam mają mnóstwo wad i zalet. Z jednej strony warto być w takim miejscu, przynajmniej na początku wydaję się to ekscytujące, ale z biegiem czasu zaczyna to nudzić. Sama prowadziłam parę fandomów, a w jeszcze większej ilości aktywnie uczestniczyłam i po pewnym czasie zwyczajnie przestaje to ciekawić. Bo ile można zachwycać się czymś co dostajemy w codziennej dawce śmiertelnej dla przeciętnego mugola? Dlatego warto pamiętać, że aby nie zwariować najlepiej jest zachować wszystko w umiarze... nawet kiedy jest się fangirl.  

Dziewczynka w zielonych kaloszach

poniedziałek, 4 lipca 2016

3 komentarze // dodaj (+)
   Tytuł: Dziewczynka w zielonych kaloszach
   
   Gatunek: One Shot

   Od autora: Pomysł na to opowiadanie wpadł mi do głowy w dosyć tajemniczy, nagły sposób i przyznam, że to pierwsze opowiadanie bez wątku miłosnego jakie w przeciągu trzech lat udało mi się złożyć. Chciałam je dedykować komuś kto wiele lat temu miał przyjść na świat, lecz los zdecydował inaczej.   
     Kiedy studiowałam architekturę chodziłam do pobliskiego parku, niedaleko uczelni. Kochałam szkicować w miejscu zewsząd otoczona zielenią, eleganckimi ścieżkami i przystrzyżonymi parkanami. Jednak miejscem gdzie przesiadywałam godzinami okazała się być ławka nieopodal placu zabaw. Śmiech bawiących się ze sobą dzieci przywodził mi na myśl beztrosko spędzone dzieciństwo w rodzinnym miasteczku. Czasy kiedy wszystko wydawało się proste i swawolne, a twoim największym problemem był zakaz zjedzenia ciastka zanim na obiedzie wszystko nie zniknęło z talerza. Od razu w moim sercu robiło się cieplej.

Pewnego dnia przyszłam jak zwykle w moje ulubione miejsce, aby naszkicować kościelną wieżę ze zdobionymi fasadami. Skrobanie ołówka po ziarnistym papierze, w takim otoczeniu działało na mnie ukajająco. Jednak po pewnym czasie mój wzrok mimowolnie zaczął błądzić po placu zabaw. Po kolorowych zjeżdżalniach, metalowych drabinkach, drewnianych wieżyczkach i roześmianych dzieciach. Nagle moją uwagę przykuła samotnie huśtająca się dziewczynka. Kiedy inne dzieci bawiły się w swoim towarzystwie, pod czujnym okiem ich matek, napotkana przez mój wzrok panienka smętnie machała nóżkami, na których wisiały lekko za duże, jasno zielone kalosze.

Widok dziecka mnie zaintrygował i zmartwił. Pomyślałam, że być może coś złego się wydarzyło i potrzebuje pomocy, ale jej strój w niczym na to nie wskazywał. Dziewczyna nosiła szykowny szary płaszczyk, a pod delikatną szyjką widniała zawiązana, kwiecista apaszka. Kręcone, złotowłose włoski powiewały na wietrze, kiedy się huśtała.

Po chwili obserwacji zdecydowałam się z nią porozmawiać. Być może zgubiła się w parku i nie wiedząc co robić przyszła do dobrze znanego jej miejsca gdzie zawsze się bawiła. Scenariuszy było wiele. Schowałam szkicownik wraz z zestawem ołówków do teczki i ruszyłam w stronę skrzypiących huśtawek. Gdy podeszłam dziewczynka przestała się bujać i spojrzała na mnie swoimi smętnymi, błękitnymi oczkami. Miała gładkie, dziecięce rysy twarzy i lekko pulchne, zarumienione policzki.

- Dlaczego pani się nie bawi jak inni? - zagadnęła zanim zdążyłam się odezwać.

Kucnęłam i przekrzywiłam lekko głowę, zdziwiona jej pytaniem.

- Jestem dorosła – lekko się uśmiechnęłam – A dorośli się nie bawią na placach zabaw.

- Dorosłość musi być w takim razie nudna.

Zasmucona spuściła wzrok, na swoje lekko zabrudzone błotem kalosze.

- A ty dlaczego się nie bawisz z innymi dziećmi?

Dziewczynka spojrzała na resztę placu zabaw.

- Nie lubią mnie. Chyba myślą, że jestem dorosła.

Spojrzałam w tym samym kierunku, co ona. Inne dzieci rzeczywiście bawiły się beztrosko, lepiąc zamki i babki w piaskownicy, grając w chowanego w drewnianej twierdzy, przypominającej miniaturowy zamek. Żadne z nich nawet nie spojrzało w naszą stronę.

Gdy odwróciłam wzrok z powrotem na huśtawkę, dziewczynka z niej zgrabnie zeskoczyła i biegiem rzuciła się przez park. Zdziwiona wstałam i jeszcze przez chwilę wpatrywałam się w znikające wśród cieni drzew dziecko, niesfornie poruszające się w za dużych kaloszach.

***

Następnego dnia zauważyłam ją kiedy siedząc na ławce, cieniowałam na rysunku kontury kolumn, kończąc rysunek. Z uśmiechem na twarzy, dziewczynka podbiegła trzymając w drobnej, bladej rączce pęk zżółkniętych liści, z wypełnionymi po brzegi kieszeniami płaszcza świeżo zebranymi kasztanami.

- Dzień dobry! - przywitała się.

Jej wygląd diametralnie się zmienił. Niesforne loczki zniknęły, a zastąpił je staranie wykonany koczek z kokardą. Płaszczyk miała tym razem jaskrawo żółty, założony na rozkloszowaną sukienkę zdobioną koronką. Jedyne co pozostało na swoim miejscu były za duże, zielone kalosze, które zdążyły się na nowo zabrudzić świeżą warstwą błota.

- Witaj – uśmiechnęłam się – Znowu jesteś sama?

Dziewczynka zignorowała pytanie i uniosła trzymane przez nią liście.

- Popatrz co mam! - szczęśliwa potrząsnęła swoją zdobyczą.

- Bardzo ładne – przyznałam.

- Uzbierałam je dla mamy – oświadczyła dumnie.

Zaciekawił mnie ten temat. Usiadłam, opierając teczkę ze szkicami o ławkę, a moja młoda towarzyszka się dosiadła.

- Kiedy przyjdzie na pewno jej się spodobają – zapewniłam ją z uśmiechem, poprawiając okulary o grubych oprawkach.

Mina dziewczynki nagle przybrała smutek, tracąc barwy radości.

- Boję się o nią. Znowu się spóźnia.

- Twoja mama? Oh, nie martw się. Jeśli chcesz możemy na nią razem poczekać – starałam się ją pocieszyć.

Rozchmurzyła się.

- Nie trzeba, na pewno już tu zaraz będzie.

To mówiąc zeskoczyła z ławki i roześmiana zaczęła biegać po placu zabaw. Weszła na drewnianą wieżę i biegała po niej, pewno będąc dzięki wyobraźni w zupełnie innym miejscu, jak to już dzieci mają w zwyczaju. Zdziwiło mnie, że żadne z bawiących się maluchów nie zagada do nowej koleżanki, lub nie zaproponuje wspólnej zabawy. Nie podobało mi się to. Nie powinni ją odrzucać. Gdy tylko na nią spojrzeli szybko odwracali wzrok i natychmiast się oddalali.

Przypomniało mi to czasy, kiedy to ja byłam młodsza. Te niepamiętne okresy życia, gdy ludzie mnie z niewiadomych powodów odrzucali, nie zważając na moje uczucia. Zupełnie jak być był pustą, nic nie wartą lalką porzuconą w piaskownicy. Niechcianą, nie kochaną. Taką na którą ludzie spojrzą a potem obojętnie odwrócą wzrok.

Odrzuciła od siebie te myśli. Wyjęłam szkicownik, aby dokończyć rysunek. Rozejrzałam się tylko w poszukiwaniu dziewczynki, ale niczym porywisty wiatr który zawieje w upalny dzień, tak jak nie wiadomo skąd się pojawiła, tak samo zniknęła.

***

Coraz bardziej lubiłam moją małą koleżankę. Niezależnie od pogody przychodziłam codziennie do parku, i od razu ją spotykałam. Podbiegała do mnie ze swoim dziecięcym uśmiechem, w jednym ze swoich szykownych strojów, mówiąc co będziemy dzisiaj robić. Rozmawiałyśmy na niestworzone tematy, sensowne tylko w oczach dzieci, zbierałyśmy opadające liście i układałyśmy z nich kolorowe kompozycje, spacerowałyśmy wyłożonymi brukiem ścieżkami. Parę razy nawet poszłyśmy nad pobliską rzekę aby dokarmić pływające tam kaczki i dryfujące majestatycznie pośród fal łabędzie.
Wspaniale było poczuć się znowu jak dziecko, nie myśleć o świecie dorosłych, gdzie liczyła się zawartość twojego portfela, wygląd, jaką masz pracę czy nawet samochód. Pięknie było zatracić się w świecie należącym do wrażliwych marzeń, zabawy i szczerości uczuć. Zatracić się w świecie należącym do niedoświadczonych, niewinnych dzieci.

Pewnego dnia dziewczynka powiedziała, że chce mnie narysować. Usiadłyśmy na przeciwko siebie, przy kamiennym stoliku, gdzie zazwyczaj starsi ludzie w słoneczny dzień rozgrywali partyjkę szachów. Podałam jej kartkę i ołówki, które przyjęła z lekkim przymrużeniem oka, gdyż jak to dzieci wolała kiedy rysunek mienił się kolorami. Ja również wzięłam kawałek pergaminu i korzystając z moich licealnych umiejętności, kiedy zdarzało mi się szkicować portrety, zaczęłam kreślić pierwsze linie.

Rysując starałam się uchwycić każdy szczegół jej twarzy. Jej lekko zarumienione policzki, włosy układające się w długie, złociste falę i gustowny czarny berecik komponujący się idealnie z jesiennym płaszczykiem. Pomyślałam, że jeśli w przyszłości los obdarzy mnie córką, to chciała bym aby była choć trochę podobna do zapoznanej przeze mnie dziewczynki.

- Czy mogę ci zadać pytanie? - spytała nagle i podeszła, dotykając mnie swoją dziecięcą rączką. Jej lodowaty dotyk przeszył mnie od stóp do głów.

- Oczywiście – uśmiechnęłam się odrywając się od rysowania.

- Czy... czy zostaniemy przyjaciółkami?

Nagłe ciepło ogarnęło moje serce. Poczułam się poruszona, tym że zasłużyłam na przyjaźń tej małej istotki. Otwarłam ramiona a ona mocno się we mnie wtuliła. Czułam się wyróżniona i czułam się szczęśliwa, że choć na chwilę mogę sprawić radość osobie którą z pozoru nikt nie kochał. Osobie która wydawała się być mną.
***

Następnego dnia przyszłam na plac zabaw wcześniej niż zazwyczaj. Chciałam jej pokazać portret który wczoraj wieczorem udało mi się dokończyć i sprawić jej tym radość na jej roześmianej twarzy, ale nigdzie nie zobaczyłam mojej małej przyjaciółki. Zdecydowałam się poczekać, lecz minęły dwie godziny, a po dziewczynce nie było widać śladu. Nie wiedząc co robić podeszłam do znanych mi z twarzy matek, które zawsze przychodziły na plac zabaw ze swoimi dziećmi. Pytałam się czy widziały może dzisiaj złotowłosą dziewczynkę w zielonych kaloszach, która zawsze się tu bawi. W odpowiedzi kręciły tylko przecząco głowami, natomiast kiedy pytały swoje dzieci czy wiedzą coś na ten temat, te wybuchały płaczem powtarzając, że chcą iść do domu.

Jedyne co udało mi się znaleźć to dziecięcy szkic leżący u nogi ławki gdzie zawsze przesiadywałam. Od razu rozpoznałam, że należy do niej. Przedstawiał dwie postacie. Mnie i ją. Wyższa postać, za pewnie ja, miała na nosie okulary, szeroki uśmiech i trzymała plik szkiców. Na ten widok szczerze się uśmiechnęłam. Musiała włożyć dużo pracy i serca. Niższa postać, została narysowana lekką, niknącą kreską zupełnie jak by miała się za chwilę rozpłynąć. Ledwo udało mi się dostrzec na delikatnej twarzyczce lekki uśmiech.

U dołu widniało starannie wykaligrafowane jedno słowo, bez wątpienia napisane jej bladą, drobną ręką. Jedno słowo.

''Dziękuję''

Nie zobaczyłam jej już nigdy.

Podróżująca Zaczytana - Koncert Hansa Zimmer'a w Łodzi!

poniedziałek, 2 maja 2016

3 komentarze // dodaj (+)
          Czym była by sztuka filmowa bez muzyki? Czym była by bez niej nasze emocje i wrażenia podczas oglądania pełnych napięcia scen? Czym był by świat hollywood bez kultowej muzyki Hans'a Zimmer'a? 


Hans Zimmer - niemiecki, legendarny kompozytor podczas swojego pierwszej światowej trasy koncertowej, wystąpił podczas niedzielnego wieczoru i dał koncert dla swoich fanów w Atlas Arenie w Łodzi. 

Zniecierpliwienie było widać po ludziach, którzy nie zjawili się na koncercie przypadkowo. Przyjechali z całej Polski, każdy z nich dobrze znał muzykę stworzoną przez Zimmer'a i czekał aby usłyszeć jego geniusz na żywo. Napięcie i niecierpliwość rosła tym bardziej im mniej czasu pozostało do koncertu - niektórzy zjawili się już trzy godziny wcześniej.

 Już od początku widzów spotkało zaskoczenie, kiedy energicznym krokiem orkiestra powitała widownie takimi numerami jak ''Driver'' z filmu ''Wożąc panią Daisy'', ''Discombobulate'' z ''Sherlock'a Holmes'a'' oraz motywem przewodnim z filmu ''Madagaskar''. 


Po przywitaniu się Zimmer'a z widownią mogliśmy posłuchać muzyki z m.in ''Kodu Leonarda Da Vinci'', ''Gladiatora'', ''Króla Lwa'' czy ''Piraci z Karaibów''. Przyznam, że choć nie oglądałam ''Kodu Leonarda Da Vinci'', a czytałam tylko książkę autorstwa Danna Brown'a byłam w stanie wyobrazić sobie piękno Luwru i Roberta Landgona rozwiązującego wraz z Susan zagadkę pozostawioną przez francuskiego mecenasa sztuki. Dużym zaskoczeniem okazało się pojawienie Lisy Gerrard, wokalistki która razem z Zimmer'em stworzyła muzykę do oskarowego filmu Ridley'a Scott'a ''Gladiator''. Wszystkie utwory zostały niesamowicie zagrane z charyzmą, dynamiką, którą widzowie mogli podziwiać nie tylko w muzyce ale i w samej grze i wyglądzie pań instrumentalistek w rockowych stylizacjach, które urzekły całą publiczność. Sam Hans Zimmer połączył dwa z pozoru odległe od siebie kierunki, balansując między grą na pianinie, a grą na gitarze. 

Gwoździem pierwszej części okazał się fragment soundtracku z wszystkim dobrze znanym ''Piratów z Karaibów''. Potęgując unoszące się w powietrze napięcie, idąc przez ''One Day'' doszliśmy do utworu ''He's Pirate'' który energicznie zagrany zostawił rozgrzaną publiczność, rozbudzając w nich najwyższe emocje. Publiczność słuchała jak zaczarowana nie tylko wspaniałej muzyki, ale i również barwnych opowieści Zimmer'a m.in o tym jak zaproponowano mu stworzenie muzyki do Gladiatora, o jego wrażeniach kiedy odwiedzał Luwr w Paryżu podczas pracy nad ''Kodem Leonarda Da Vinci''.

W drugiej części mieliśmy okazję nie tyle co posłuchać ale i podziwiać dynamiczne inscenizajce świateł wprost z imprez muzyki techno. Zagrano utwory z filmów o superbohaterach jak ''Superman'', ''Spiderman'' oraz ''Mroczny Rycerz''. Ostatniemu z wymienionych filmów Zimmer poświęcił chwilę czasu na opowiedzenie historii jak tworzył muzykę do tej kultowej ekranizacji, oraz jak cała ekipa musiała sobie poradzić z dokończeniem filmu po śmierci Heatha Ledgera. Przemówienie zakończyło się zagraniem ''Aurory'', ku czci ofiar które zginęły podczas strzelaniny na premierze ''Mrocznego Rycerza''. Koncert zakończył się zasłużonymi brawami i owacjami na stojąco, oraz bisem którym było zagranie fragmentu ''Incepcji'' w tym utworu ''Time'' która wśród widzów posiadała wielu wielbicieli. 

Lecz nawet  jeśli sama szata artystyczna jest bez zarzutu parę kwestii posiadało swoje wady. Miejsca większość widowni były zdecydowanie oddalone i ekspresję z jaką grali muzycy mogły podziwiać tylko osoby które wykupiły miejsca na płycie... miejsca zdecydowanie droższe. Również lekko opóźnił się czas rozpoczęcia koncertu, przez osoby które się spóźniły, co zdecydowanie mogło zdenerwować tych którzy przyszli znacznie wcześniej.  


Jeśli o mnie chodzi, to jestem wielką fanką muzyki Zimmer'a którą stworzył do filmów Disney'a i Dream Works'a, dlatego osobiście przyznam, że zabrakło mi jedynie mojego ukochanego Homeland z ''Mustanga z Dziekiej Doliny'' i do ostatniej chwili na niego czekałam. Choć przyznaję, że jestem całkowicie oczarowana całokształtem koncertu i innowacjami jakimi Zimmer podczas niego wprowadził. Niesamowitym odczuciem było zobaczyć samego Mistrza na żywo, nawet z daleka, z trybun. Poczuć muzykę całym sobą, duszą i sercem, oddać się całkowicie w jej wspaniałe objęcia. W paru momentach bałam się, że moje słabe zastawki nie wytrzymają z wrażenia. Wrażenia jakim zechciał zachwycić nas Hans Zimmer, tego wieczoru ze swoją orkiestrą i spełnić marzenia wielu...

***

Na koniec jeszcze parę słów do moich czytelników, których chciałam przeprosić, że od ponad miesiąca nic nie wstawiłam, lecz byłam zbyt zajęta realizacją kilkuczęściowego filmu no i ja wiadomo szkołą. Przez najbliższy czas również będę zajęta więc z góry was bardzo przepraszam! Wynagrodzę wam wszystko w wakacje, więc nie martwcie się.

Przepraszam również za wszystkie błędy jakie popełniłam, ale pierwszy raz pisałam recenzję koncertu... chyba pierwszy raz od bodajże pięciu lat pisałam jakąkolwiek recenzję. Jednak nie mogłam się po prostu powstrzymać i silniejszym ode mnie okazało się zrelacjonowanie tego wspaniałego wydarzenia.


Rozbity Rubin

czwartek, 24 marca 2016

4 komentarze // dodaj (+)
Tytuł: Rozbity Rubin

Gatunek: one shot, gotyckie, wampiry

Ostrzeżenia: W sumie nie ma tu nic takiego specjalnego, może troszeńkę krwi.

Od autora: Po raz pierwszy pisałam z dwóch perspektyw. Nie wiem jak mi to wyszło, nie mam pojęcia co mnie zainspirowało, ale miło od czasu do czasu napisać czegoś ekscentrycznie mrocznego ^^ W sumie tak sobie myślę, że na one shotach daleko nie zajdę, więc może wstawię coś dłuższego podzielonego na parę części. I tak wiem wiem, miał być azjatycki one shot, ale jakoś mnie tak naszło na napisanie czegoś mrocznego. Wkrótce przestawiamy zegarki, będzie trzeba godzinę wcześniej wstawać, dobijmy się krwawym opkiem O.O Ah, wesołych świąt wam przede wszystkim życzę, kochani!



          Wystarczy, że poczuję twoją obecność a niezlęknionymi oczami koszmarów i wyobraźni cię widzę. Twoje głębokie, pełne namiętności spojrzenie które zgubiło tak wielu mężczyzn, którzy podążali za twym ideałem. Krągłości delikatnego, pachnącego różami ciała, które przywiera do mnie podczas pocałunku. Subtelne, pełne usta. Ile bym zrobił aby móc je jeszcze raz spróbować.

Zjawiasz się tak niespodziewanie. Niczym śnieg w lecie, sprawiasz, że temperatura w pokoju momentalnie spada. Nie mogę cię ujrzeć, siedząc na łóżku odwrócony w stronę okna, ale wiem że się uśmiechasz. Niewzruszona idziesz kołysząc biodrami.

Boję się na ciebie spojrzeć, więc unoszę wzrok w kierunku lśniącego bladym uczuciem księżyca. Jego bijące światło oślepia oczy duszy, usypia czujność. Jest zupełnie jak ty. Zostałem przez was osaczony, wpadłem w pułapkę zwodzony waszym z pozoru niewinnym pięknem, pozbawionym empatii.

Spuszczam głowę, nie ucieknę spod dotyku twej lodowatej dłoni, twój przesiąknięty wczesną śmiercią oddech sprawia, że utwardzają się mięśnie. Tracę czucie nad moim ciałem i umysłem. Zbliżając się sprawiasz, że zaczynają należeć do ciebie. Jedynie serce wybija wciąż niespokojny rytm, czekając na twój ruch.

***

Widzę cię przez uchylone drzwi. Jesteś tak blisko. Niczego nie świadomy siedzisz pochylony na krawędzi łóżka i głęboko oddychasz. Twój zapach jest otumaniający. Twoje poszarpane włosy, budowa silnego ciała idealnego i spowitego chłodem niczym rzeźba z marmuru.

Twoja słodka krew. To wszystko mnie do ciebie przyzywa. Nie mogę się dłużej oprzeć. Wchodzę do środka.

Staram się poruszać tak aby moje ruchy nie zostały spostrzeżone, ale wiem że ty się zorientowałeś o mojej obecności. Domyślasz się po co przyszłam, a ja chociaż staram się opanować nie wychodzi mi to. Jestem zbyt blisko aby racjonalnie myśleć, aby odwrócić się i zostawić cię bezpiecznego. Nie chcę cię krzywdzić, ale moje krwiożercza, monstrualna natura się silniejsza. Jej pierwotny zew pcha mnie do popełniania czynów za które przyjdzie mi zapłacić stąpając otchłanią piekła.

Kiedy mój wzrok odnajduję w ciemności twoje ciało skąpane światłem księżyca, me zimne, nieczułe serce przyśpiesza. Zaciskam pięści, wbijając w skórę długie, czarne paznokcie. Nie mogę tego zrobić, ale twoja krew prowokuje moje ciało. Pragnienie wypala moje spierzchnięte gardło, czuję jak mój przełyk płonie. Podobnie jak żądza i pożądanie.

Jestem taka słaba.
Jestem taka bezsilna.

Gdy staję przy krawędzi łóżka przeszywa mnie dreszcz.

Spuszczasz głowę, a ja ostrożnie, nie zważając na długą, czarną suknie, zakradam się od tyłu. Twój jeszcze intensywniejszy zapach doprowadza mnie do czystego szaleństwa. Istna słodycz prosząca się o skosztowanie, pokusa namawiająca do popełnienia grzechu.

Lecz ty się mnie boisz. Boisz się tego co z tobą zrobię, a ja nie wiem czy będę w stanie się opanować gdy zawładnie nade mną instynkt nocnego łowcy. Głaszczę twoje ramię drżącą ręką, po to aby wkrótce zdjąć marynarkę i odrzucić ją w kąt pokoju, aby pochłonęły ją cienie nocy. Upajam się twoim jeszcze intensywniejszym zapachem, ale on nie daję mi zaspokoić pragnienia. Podsyca tylko ogień który we mnie drzemie i czeka aby wybuchnąć aby pochłonąć niewinne istnienia. Zbliżam swoje usta do twojej szyi. Wyczuwam twój puls, słyszę bicie twojego serca, ale twoja postawa, gładka twarz jest nieporuszona, żaden twój mięsień nie drgnie, nie sprzeciwi się mi. Zupełnie jak byś był lalką, a ja tym który pociąga za twoje sznurki.

Muskam ustami twój blady policzek, nadal nie reagujesz. Odwiązuje krawat, twoje ciało wciąż pozostaje bezwładne. Rozpinam koszulę idąc przez szyję całuję twój obojczyk, nie podnosisz na mnie wzroku.

A przecież nie pragnęłam tego. Kiedy cię poznałam, pomyślałam że chcę w końcu kogoś pokochać ze wzajemnością. Ale nic z tego, moja mroczna natura znów wygrała, pragnienie okazało się silniejsze od uczuć. Nie mam ich. To ja jestem lalką, nie ty. A tym którym pociąga za sznurki jest moje pożądanie.

***
Pod wpływem twego dotyku przeszywa mnie dreszcz, mrożąc ciało od stóp do głów. Nie okazuję emocji, staram się napiąć mięśnie, ostatkiem sił się bronić, ale nie potrafię. Zawładnęłaś mną, a ja stojąc przed tobą obnażony, wydarty z objęć niewinności zanurzam się w sile twojego morderczego uroku.

Twoja ręka swobodnie się przesuwa, rozpinasz biel mojej koszuli, nużysz się moim zapachem niczym narkotykiem. Delikatnie odsuwasz kołnierz, odsłaniając moje ramię. Zaciskam zęby, wiem co za chwilę nastąpi, lecz nie mam siły się tobie sprzeciwić.

Rozpoczynasz znów swą serię pocałunków, niczym miały by być one środkiem który mnie otumani i znieczuli od zadawanego przez ciebie bólu. Wkrótce spod twoich krwistoczerwonych ust wysuwa się para śnieżnobiałych, ostrych kłów które bez wzruszenia zatapiasz w mojej szyi. Z trudem udaje mi się powstrzymać jęk bólu, bo wiem że sprawił by ci tylko satysfakcje. Zaciskam mocniej zęby, staram się nie patrzeć w twoją stronę. Wiem jak wyglądasz. Widziałem cię tyle razy kiedy robiłaś to innym, a mimo wszystko dałem się tobie opętać. Nie posłuchałem się ani serca ani rozumu, nie uciekłem. Posłuchałem się twojego delikatnego głosu. Delikatnego szeptu domagającego się krwi.

Widzę cię, twoje oczy niczym u drapieżnika otwierają się szerzej. Zatapiasz głębiej ostre niczym zwisająca nad głową skazańca brzytwa kły, chciwość nakazuje ci wypić więcej krwi. Zaciskasz dłonie na moim ciele, wbijając swoje pazury. Odbierasz mi życie. Kradniesz je. Złodziejka. Morderczyni.

Czuję jak moje ciało staje się odrętwiałe, jak moje kości zaczynają próchnieć aby wkrótce mogły zostać pogrzebane w odmętach cmentarnej ziemi z której pochodzisz. Nie panujesz nad sobą. Budzę się, muszę cię powstrzymać... nie nie ciebie, twoją naturę mordercy która cię wyżera, pcha do okrutnych czynów do których ty sama nie była byś zdolna.

Gwałtownym ruchem cię odpycham i sięgam do najbliższej szuflady stojącej nieopodal nocnej szafki. Wyciągam jej jedyną zawartość jaką jest srebrzysty sztylet, zdobiony u uchwytu drogocennymi kamieniami. Posyłam zimne spojrzenie w twoją stronę i mimowolnie się uśmiecham widząc twój strach.

Z miejsca skąd kradłaś mi życie wciąż płynie strumieniem krew, brudząc swym rubinem strzępy koszuli. Moje uczucia do ciebie są tak silne, za silne. Patrząc na ciebie, tak słabą, bezsilną, pozbawioną morderczego instynktu, zrobię dla ciebie wszystko. Przejdę otchłaniami piekieł, skonam w świetle wyżerającego grzechu, zdołam się na uśmiech wydany ostatnim tchnieniem. A to wszystko aby móc zobaczyć jak zniszczona upadasz. Upadasz w moje ramiona skąpna krwią niewinnych którą za ciebie wylałem...




Jak nie rozczarować się książką z wyprzedaży?

poniedziałek, 14 marca 2016

7 komentarzy // dodaj (+)
Każdego kiedyś spotkała taka sytuacja.

Przychodzicie na targi książki lub do sklepu, może to być real, może to być media markt lub inne miejsce gdzie od czasu do czasu można znaleźć naprawdę tanie książki. Zachwyceni, że udało wam się ''upolować'' tak tanio kupujecie polegając tylko na opisie, w większości nie znając żadnej innej książki tego autora/autorki idziecie do kasy. A co potem?

Są dwie opcje. Albo wasze zadowolenie wzroście gdyż okażę się, że lektura którą zakupiliście rzeczywiście przypadła wam do gustu, albo i też książka jest beznadziejna a wy się złościcie, że ulegliście ''magi wyprzedaży''. Zapewne na tą drugą opcję nikt nie chciał by trafić. Stąd pojawia się pytanie, jak uniknąć takiej sytuacji? Jak trafić na wyprzedaży na ''perełkę'' która podbije nasze serca? Oto parę porad, którymi w większości ja sama się kieruje wyruszając na książkowe zakupy.




1. Zwróćcie swoją uwagę na wydawnictwo. Może to się wydawać niedorzeczne, ale jeżeli mamy nasze ulubione wydawnictwo spod którego wyszło kilka książek które naprawdę nam się spodobały, to istnieje prawdopodobieństwo, że ta lektura też wcale nie okaże się taka zła. Tak czy inaczej, zaufajcie mi. Lepsze ciekawsze wydawnictwo niż jeżeli ciekawa okładka.

2. Może to wydawać się dziwne, ale patrzcie na narodowość autora. Nie mówię tu już o amerykańskich czy brytyjskich ale przyznam, że rzadko zawodzę się na autorach niemieckich, hiszpańskich czy włoskich. Przykładem może być Tam gdzie śpiewają drzewa hiszpańskiej autorki Laury Gallego. Książkę kupiłam na targach książki właśnie z tego powodu, że była przeceniona (noo i okładka była piękna. Tak wiem okropna jestem) szczerze nie wiedząc co o niej sądzić. 
Jednak przyznaję książka cudowna, i zakochałam się w niej od ''pierwszego akapitu''.

3. Patrzcie czy książka nie jest kontynuacją serii lub czy też jakieś nie zapoczątkowuję. Trochę, nie na temat ale warto o tym tutaj wspomnieć. W media markcie kupiłam kiedyś w przyzwoitej cenie Mroczne Szaleństwo Karen Marii Moning. Książka strasznie mi się spodobała, jednak co się okazało? Że to tylko pierwsza część serii! Poczułam się okropnie, ponieważ jak wspominałam lektura mi się strasznie spodobała, a kolejne części były dostępne już w standardowej cenie. A nie zawsze mam pieniądze żeby kupować kontynuację każdej książki nabytej na wyprzedaży (chodź myślę, że to specjalny zabieg jaki sklepy robią. Coś się nie sprzedaje? Dajmy pierwszą część przecenioną a inne w normalnej cenie. Sprzedamy niepotrzebny towar i zarobimy!)

4. Zadaj sobie pytanie czy rzeczywiście ta książka cię zaciekawiła. Czy kupujesz ją dlatego, że spodobała ci się cena czy fabuła. Przyznam, parę razy wkładałam książkę do koszyka a potem leciałam ją odłożyć będąc niemal przy kasie mimo, że cena książki wynosiła około siedem złotych. I nie chodzi już o samą cenę tylko o niepotrzebnie zajęte miejsce na półce. Zastanów się, naprawdę chcesz kolejną kurzącą się książkę?

5. Pomyśl się czy książka nie sprawi ci trudności. Myślę, że ta porada może się bardziej przydać młodszym czytelnikom, ale i tak o niej napiszę. Raz będąc w szóstej klasie, byłam całkowici zachwycona lekturą przez którą popadłam w czytoholizm, Nawiedzone Miasteczko Shadow Hills autorstwa Anastasi Hopcus. Strasznie mnie wtedy korciło, aby czytać książki o dziewczynach, najlepiej nastolatkach, obdarzonych nadprzyrodzonymi mocami. Dlatego gdy tylko zobaczyłam na wyprzedaży Wróżby z koronek Buroniny Barry nie mogłam się powstrzymać przed nabyciem nowej książki. Sama nie wiem czy książka jest zła, czy wręcz przeciwnie, ale dwunastoletniej dziewczynie wydała się strasznie trudna do zrozumienia. I to nie był jedyny przypadek. Pamiętam, że podobny problem miałam również z niedawno czytanym Pachnidłem czy z Madam Bovary. Do niektórych książek podobnie jak do wszystkiego należy dojrzeć.


No to dojechaliśmy do końca, mam nadzieję, że choć trochę wam pomogłam. W ostatnim poście nie miałam okazji nic napisać, więc oto teraz podam parę spraw organizacyjnych ;3


Otóż, jak zauważyliście na blogu będą pojawiać się głównie moje prace oraz eksperymenty pisarskie, ale oprócz tego co jakiś czas chciała bym dodawać tu tego typu artykuły i sesje zdjęciowe. Postaram się coś wstawiać raz na tydzień a następnym poście być może wstawię jakiegoś one shota w azjatyckim klimacie (bo wiem że jednej osobie się w szczególności podobają). Miłego dnia życzę, miłych książkowych zakupów :3  

Druga strona zachodzącej pomarańczy

wtorek, 8 marca 2016

7 komentarzy // dodaj (+)
Tytuł: Druga strona zachodzącej pomarańczy

Gatunek: One shot, lekkie romansidło OwO

Ostrzeżenia: brak

Od autora: Druga strona zachodzącej pomarańczy to mój pierwszy one shocik napisany w takim stylu O.O Zaczęłam go pisać około miesiąc temu, ale dzisiaj zdecydowałam się dokończyć.  Nie wiem co o nim sądzić, jest strasznie krótki i w sumie wstawiam go tu ponieważ za bardzo nie wiem jak powinien wyglądać ''ten drugi'' post na blogu. Nic specjalnego. Króciutkie opowiadanko pisane z myślą o azjatyckich biasach.

zdjęcie można znaleźć tutaj


        Stoisz na tarasie, podpierając się o metalową barierkę, spoglądając daleko w dal, w odmęty lśniącej rzeki Han-gang. Podziwiasz zachodzące słońce. Krwistoczerwony rubin, przeplatany purpurą i blaskiem pomarańczu. Do twoich uszu dochodzi dźwięk miejskiego chaosu Seul, wymieszanego muzyką z odbywającej się obok imprezy z której wyszłaś. Twoja długa, wieczorowa suknia, tonąca czernią powiewa na zimnym wietrze, jak by targana przez niespokojne dusze. Wpatrujesz się w przelatujące śnieżnobiałe ptaki, szybując po bezkresach niebios, gdzie nie mają zasięgu ludzie. Gdzie nie władają pieniądze, pożądanie i chciwość.

Zazdrościsz im. Żałujesz, że nie masz skrzydeł aby wszystko zostawić i uwolnić się od swojego cholernie pogmatwanego życia.

Wtedy dochodzą cię jego kroki. Nie odwracasz swojego wzroku od czerwieni nieba, ale wiesz że to on. Czujesz go gdy znajduję się blisko ciebie. Działa na ciebie, przyciąga cię jak niewytłumaczalna, magnetyczna siła której nie sposób się oprzeć.

Staję obok ciebie, a ty przełykasz głośno ślinę. Nie chcesz na niego spojrzeć, wiesz do czego jest zdolny, wiesz że z chęcią tobą zagra, a mimo wszystko nie umiesz się opanować. Starasz się nie myśleć o wszystkich błogich wspomnieniach w których go znajdujesz. Jego pociągający zapach, szelmowski uśmiech, ciepły dotyk dłoni. Odruchowo cofasz swoją.

- Wyszłaś tak niespodziewanie – mówi, a ty choć starasz się go ignorować, melodyjność jego głosu która cię mimowolnie uwodzi – I mnie zostawiłaś... samego.

- Nie chcę mieć z tobą nic do czynienia – odparowujesz oschle, przez zachrypnięte gardło.

- Czemu? - jest coraz bliżej – Powiedz mi. Czemu?

Nie możesz dłużej wytrzymać, opierasz się pociągającej pokusie i spoglądasz w jego stronę. Czarne kosmyki włosów, zazwyczaj swobodnie opadające na delikatną, gładką twarz o idealnych rysach, teraz rozwiane tańczą na porywającym wietrze. Złocista skóra lśniąca w zachodzącym słońcu. Znane ci ręce, dotykające twego ciała podczas łapczywych pocałunków, teraz schowane w kieszeniach dobrze skrojonej marynarki. Spogląda wprost na ciebie, swoimi inteligentnymi, lekko skośnymi, tajemniczo spokojnymi oczami. Nie możesz odgadnąć jego myśli. Czujesz się jak w pułapce z której nie ma wyjścia. Wpadasz w jego sidła patrząc w te oczy.

- Znasz odpowiedź. Kocham kogoś innego - kłamiesz - Odejdź

Uśmiecha się, ukazując śnieżnobiałe zęby. Podchodzi bliżej, a ty odruchowo chwytasz się mocno barierki, przywierając do niej. Gdy znajduję się przy tobie dotyka twojej twarzy, przeszywa cię znany dreszcz. Nie wiesz czy go kochasz czy pali cię nienawiść. Te pozornie różne uczucia, są do siebie tak podobne, że nie umiesz się zdecydować.

Nim zdołasz się zorientować on zbliża swoją twarz. Natychmiast odwracasz się i odchodzisz parę metrów, głęboko oddychając. Stojąc do niego plecami, z zaciśniętą pięścią próbujesz uspokoić swoje w szaleńczym tempie bijące serce. Nie dasz się tak łatwo omamić. Tym razem tobą nie zmanipuluje.

- Odejdź – powtarzasz, ale twoje słowa na wiele się nie zdają.

Liczysz w duchu, że odejdzie. Że zostawi cię w spokoju, na jaki zasłużyłaś. Jednak on nadal tu jest, wciąż czujesz jego obecność. Niemal jesteś w stanie wyczuć ton jego bijącego serca, zastanawiasz się czy bije równie szybko co twoje.

Znów do ciebie podchodzi, a ty zaczynasz rozumieć, że twój opór jest bezsensowny. Czujesz jego ciepły oddech na ramieniu, jego dotyk. Odgarnia twoje jedwabiste, długie włosy. Zbyt silna pokusa aby z nią walczyć. Zbyt silna.

Odwracasz się i czujesz jak on przystawia do twojej głowy lufę rewolweru. Jego palce spoczywają na spuście broni, gotowe w każdym razie nacisnąć i wystrzelić. Jego zmysłowa twarz wciąż znajduje się niebezpiecznie blisko. Niebezpiecznie blisko aby nie móc oprzeć się jego urokowi.

Powinnaś zacząć krzyczeć, zwrócić na siebie uwagę niczego nie świadomych, beztrosko bawiących się obok ludzi. Powinnaś go odepchnąć, uciekać, ratować swoje nędzne życie.

Lecz ty się uśmiechasz, bo wiesz że bez względu na to gdzie uciekniesz, choćby do piekła, nie będzie tam jego. Wszystko będzie inne.

Łzy będą inaczej smakować. Powietrze stanie się duszące, żarzące twoje drogi oddechowe. Poranki przestaną mieć swoją wartość, stając się puste, do niczego nie prowadzące. Światło zachodzącego słońca straci na swym pięknie, nieustnie blednąć aby stać się ponurym odzwierciedleniem naszej rzeczywistości.

Nie chcesz widzieć świata bez jego twarzy. Oszukał cię, wykorzystał, zdradził twoje bijące tylko dla niego, krwawiące serce. Teraz przynajmniej wiesz, że można kogoś darzyć i wstrętem i miłością.

On widzi twój uśmiech. Oddała byś wszystko co masz, aby skraść jego myśli. Czy on też czuję do ciebie namiętne, żarzące nienawiścią uczucie pożądania? Czy on też pragnie cię mieć tylko dla siebie i właśnie dlatego chcę mieć twoją krew na swoich silnych, a jednocześnie tak delikatnych rękach? Pali cię aby się dowiedzieć, a nie wiesz ile czasu ci pozostało. Nie wiesz czy zdążysz.

Odsuwa broń od twojej głowy i odrzuca rewolwer jak by się jego brzydził. Upada na kolana i spuszcza głowę. Klękasz i dotykasz jego idealnej twarzy, wydaję ci się, że jego ciało niespokojnie się trzęsie. Subtelnie głaszczesz go po policzku, współczujesz mu.

Współczujesz mu, bo wiesz, że zakochał się w tobie do tego stopnia, że jednym sposobem aby się ciebie pozbyć z życia jest wpakowanie ci kulki w głowę i patrzenie jak drogocenne kafelki pomału zalewa jeszcze ciepła krew.

Całujesz go. Muskasz jego malinowe wargi, na początku delikatnie, jak byś bała się że możesz go skrzywdzić. Odwzajemnia pocałunek. Czujesz, że pragnie cię mieć, a ty mimo że nadal nie wiesz czego chcesz nie próbujesz się mu sprzeciwiać. Zamiast tego zatapiasz swoje kruche palce w jego roztargane przez wiatr włosy, a on obejmuje cię w tali. Drżysz pod wpływem jego dotyku, a on to wyczuwa i staje się jeszcze pewniejszy siebie. Przypiera cię do ściany, a ty mu się w pełni oddajesz, zaczynając czuć wstręt do samej siebie.


 Ta ulotna chwila, mogłaby trwać nieskończoność, gdy wtem zachodzące słońce znika za horyzontem zostawiając cię samą z nocnymi tajemnicami toksycznego związku, otulonego płatkami lśniącego krwią oleandra.

Zaczytana w Krainie Wiecznej FIkcji

sobota, 5 marca 2016

2 komentarze // dodaj (+)

Jestem sobie i piszę.
I czytam.
Czasami zdarza mi się zrobić film.
Albo coś narysować.
Obejrzeć jakieś anime. 
Choć piszę mi się dosyć miło.
Stwarzam światy, stwarzam postacie, może czasami je od kogoś pożyczam. Daję im nowe życie, uczucia z którym niestety muszą sobie jakoś radzić. 

Kocham to robić, wskakiwać w ten świat bezkresu niemożliwych rzeczy, które tylko istnieją w mojej głowie. A jeszcze bardziej kocham dzielić się tym światem z innymi. Oni potem to czytają, komentują, jednym się podoba, innym mniej. Co mogę poradzić?

Pisałam już niejednokrotnie dla większej publiczności, aczkolwiek zaprzestawałam tą działalność. Może to przez ten wieczny strach "co pomyślą inni?''. Może to przez moją niską samoocenę i ciągłe wmawianie sobie, że do niczego się nie nadaje. Może to przez to, że popełniam dużo błędów, a ludzie na nie reagowali w bardzo negatywny sposób...

Nie zmuszam do czytania moich bazgrołów. Pisze bo to kocham, myślę, że w ten sposób mogę choć trochę wyrazić siebie. To co myślę, to co czuję. Nacodzień nie mam takiej okazji. Nieśmiałość z którą udało mi się zaznajomić w poprzednich latach wciąż mi towarzyszy, a pozbycie się jej jest trudniejsze od wejścia do sklepu z przecenionymi książkami i nic nie kupienia. 

Dlatego właśnie to jeden z powodów dla których to robię, chcę się jej pozbyć wiecznie kroczącej za mną nieśmiałości. Chcę pisać dla ludzi, a nie dla szuflady jak to robię od siedmiu lat.

Coś o mnie na koniec? Chyba nie do końca jestem normalna. Kiedy większość osób z którymi mam do czynienia na co dzień opowiada o swoich sympatiach, imprezach i rzeczach tak absurdalnie dla nich i dla mnie nie dojrzałych, ja siedzę z telefonem, mangą lub książką i wzdycham na myśl o ulubionych męskich bohaterach z anime bądź literatury, którzy nawet nie istnieją.

Zamierzam tu pisać różne rzeczy, fanfiction, opowiadania, one shoty, recenzje. Będę przelewać swoje przemyślenia, dzielić się moją duszą i sercem. Nie chcę zanudzać, naprawdę. A jeśli mi się to zdarzy wybaczcie. Jestem tylko człowiekiem. I człowiekiem pozostanę.

Witam, mam nadzieję, że na długo.
xxxx
SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://oczamizaczytanej.blogspot.com/