xxxx

Rozbity Rubin

czwartek, 24 marca 2016

Tytuł: Rozbity Rubin

Gatunek: one shot, gotyckie, wampiry

Ostrzeżenia: W sumie nie ma tu nic takiego specjalnego, może troszeńkę krwi.

Od autora: Po raz pierwszy pisałam z dwóch perspektyw. Nie wiem jak mi to wyszło, nie mam pojęcia co mnie zainspirowało, ale miło od czasu do czasu napisać czegoś ekscentrycznie mrocznego ^^ W sumie tak sobie myślę, że na one shotach daleko nie zajdę, więc może wstawię coś dłuższego podzielonego na parę części. I tak wiem wiem, miał być azjatycki one shot, ale jakoś mnie tak naszło na napisanie czegoś mrocznego. Wkrótce przestawiamy zegarki, będzie trzeba godzinę wcześniej wstawać, dobijmy się krwawym opkiem O.O Ah, wesołych świąt wam przede wszystkim życzę, kochani!



          Wystarczy, że poczuję twoją obecność a niezlęknionymi oczami koszmarów i wyobraźni cię widzę. Twoje głębokie, pełne namiętności spojrzenie które zgubiło tak wielu mężczyzn, którzy podążali za twym ideałem. Krągłości delikatnego, pachnącego różami ciała, które przywiera do mnie podczas pocałunku. Subtelne, pełne usta. Ile bym zrobił aby móc je jeszcze raz spróbować.

Zjawiasz się tak niespodziewanie. Niczym śnieg w lecie, sprawiasz, że temperatura w pokoju momentalnie spada. Nie mogę cię ujrzeć, siedząc na łóżku odwrócony w stronę okna, ale wiem że się uśmiechasz. Niewzruszona idziesz kołysząc biodrami.

Boję się na ciebie spojrzeć, więc unoszę wzrok w kierunku lśniącego bladym uczuciem księżyca. Jego bijące światło oślepia oczy duszy, usypia czujność. Jest zupełnie jak ty. Zostałem przez was osaczony, wpadłem w pułapkę zwodzony waszym z pozoru niewinnym pięknem, pozbawionym empatii.

Spuszczam głowę, nie ucieknę spod dotyku twej lodowatej dłoni, twój przesiąknięty wczesną śmiercią oddech sprawia, że utwardzają się mięśnie. Tracę czucie nad moim ciałem i umysłem. Zbliżając się sprawiasz, że zaczynają należeć do ciebie. Jedynie serce wybija wciąż niespokojny rytm, czekając na twój ruch.

***

Widzę cię przez uchylone drzwi. Jesteś tak blisko. Niczego nie świadomy siedzisz pochylony na krawędzi łóżka i głęboko oddychasz. Twój zapach jest otumaniający. Twoje poszarpane włosy, budowa silnego ciała idealnego i spowitego chłodem niczym rzeźba z marmuru.

Twoja słodka krew. To wszystko mnie do ciebie przyzywa. Nie mogę się dłużej oprzeć. Wchodzę do środka.

Staram się poruszać tak aby moje ruchy nie zostały spostrzeżone, ale wiem że ty się zorientowałeś o mojej obecności. Domyślasz się po co przyszłam, a ja chociaż staram się opanować nie wychodzi mi to. Jestem zbyt blisko aby racjonalnie myśleć, aby odwrócić się i zostawić cię bezpiecznego. Nie chcę cię krzywdzić, ale moje krwiożercza, monstrualna natura się silniejsza. Jej pierwotny zew pcha mnie do popełniania czynów za które przyjdzie mi zapłacić stąpając otchłanią piekła.

Kiedy mój wzrok odnajduję w ciemności twoje ciało skąpane światłem księżyca, me zimne, nieczułe serce przyśpiesza. Zaciskam pięści, wbijając w skórę długie, czarne paznokcie. Nie mogę tego zrobić, ale twoja krew prowokuje moje ciało. Pragnienie wypala moje spierzchnięte gardło, czuję jak mój przełyk płonie. Podobnie jak żądza i pożądanie.

Jestem taka słaba.
Jestem taka bezsilna.

Gdy staję przy krawędzi łóżka przeszywa mnie dreszcz.

Spuszczasz głowę, a ja ostrożnie, nie zważając na długą, czarną suknie, zakradam się od tyłu. Twój jeszcze intensywniejszy zapach doprowadza mnie do czystego szaleństwa. Istna słodycz prosząca się o skosztowanie, pokusa namawiająca do popełnienia grzechu.

Lecz ty się mnie boisz. Boisz się tego co z tobą zrobię, a ja nie wiem czy będę w stanie się opanować gdy zawładnie nade mną instynkt nocnego łowcy. Głaszczę twoje ramię drżącą ręką, po to aby wkrótce zdjąć marynarkę i odrzucić ją w kąt pokoju, aby pochłonęły ją cienie nocy. Upajam się twoim jeszcze intensywniejszym zapachem, ale on nie daję mi zaspokoić pragnienia. Podsyca tylko ogień który we mnie drzemie i czeka aby wybuchnąć aby pochłonąć niewinne istnienia. Zbliżam swoje usta do twojej szyi. Wyczuwam twój puls, słyszę bicie twojego serca, ale twoja postawa, gładka twarz jest nieporuszona, żaden twój mięsień nie drgnie, nie sprzeciwi się mi. Zupełnie jak byś był lalką, a ja tym który pociąga za twoje sznurki.

Muskam ustami twój blady policzek, nadal nie reagujesz. Odwiązuje krawat, twoje ciało wciąż pozostaje bezwładne. Rozpinam koszulę idąc przez szyję całuję twój obojczyk, nie podnosisz na mnie wzroku.

A przecież nie pragnęłam tego. Kiedy cię poznałam, pomyślałam że chcę w końcu kogoś pokochać ze wzajemnością. Ale nic z tego, moja mroczna natura znów wygrała, pragnienie okazało się silniejsze od uczuć. Nie mam ich. To ja jestem lalką, nie ty. A tym którym pociąga za sznurki jest moje pożądanie.

***
Pod wpływem twego dotyku przeszywa mnie dreszcz, mrożąc ciało od stóp do głów. Nie okazuję emocji, staram się napiąć mięśnie, ostatkiem sił się bronić, ale nie potrafię. Zawładnęłaś mną, a ja stojąc przed tobą obnażony, wydarty z objęć niewinności zanurzam się w sile twojego morderczego uroku.

Twoja ręka swobodnie się przesuwa, rozpinasz biel mojej koszuli, nużysz się moim zapachem niczym narkotykiem. Delikatnie odsuwasz kołnierz, odsłaniając moje ramię. Zaciskam zęby, wiem co za chwilę nastąpi, lecz nie mam siły się tobie sprzeciwić.

Rozpoczynasz znów swą serię pocałunków, niczym miały by być one środkiem który mnie otumani i znieczuli od zadawanego przez ciebie bólu. Wkrótce spod twoich krwistoczerwonych ust wysuwa się para śnieżnobiałych, ostrych kłów które bez wzruszenia zatapiasz w mojej szyi. Z trudem udaje mi się powstrzymać jęk bólu, bo wiem że sprawił by ci tylko satysfakcje. Zaciskam mocniej zęby, staram się nie patrzeć w twoją stronę. Wiem jak wyglądasz. Widziałem cię tyle razy kiedy robiłaś to innym, a mimo wszystko dałem się tobie opętać. Nie posłuchałem się ani serca ani rozumu, nie uciekłem. Posłuchałem się twojego delikatnego głosu. Delikatnego szeptu domagającego się krwi.

Widzę cię, twoje oczy niczym u drapieżnika otwierają się szerzej. Zatapiasz głębiej ostre niczym zwisająca nad głową skazańca brzytwa kły, chciwość nakazuje ci wypić więcej krwi. Zaciskasz dłonie na moim ciele, wbijając swoje pazury. Odbierasz mi życie. Kradniesz je. Złodziejka. Morderczyni.

Czuję jak moje ciało staje się odrętwiałe, jak moje kości zaczynają próchnieć aby wkrótce mogły zostać pogrzebane w odmętach cmentarnej ziemi z której pochodzisz. Nie panujesz nad sobą. Budzę się, muszę cię powstrzymać... nie nie ciebie, twoją naturę mordercy która cię wyżera, pcha do okrutnych czynów do których ty sama nie była byś zdolna.

Gwałtownym ruchem cię odpycham i sięgam do najbliższej szuflady stojącej nieopodal nocnej szafki. Wyciągam jej jedyną zawartość jaką jest srebrzysty sztylet, zdobiony u uchwytu drogocennymi kamieniami. Posyłam zimne spojrzenie w twoją stronę i mimowolnie się uśmiecham widząc twój strach.

Z miejsca skąd kradłaś mi życie wciąż płynie strumieniem krew, brudząc swym rubinem strzępy koszuli. Moje uczucia do ciebie są tak silne, za silne. Patrząc na ciebie, tak słabą, bezsilną, pozbawioną morderczego instynktu, zrobię dla ciebie wszystko. Przejdę otchłaniami piekieł, skonam w świetle wyżerającego grzechu, zdołam się na uśmiech wydany ostatnim tchnieniem. A to wszystko aby móc zobaczyć jak zniszczona upadasz. Upadasz w moje ramiona skąpna krwią niewinnych którą za ciebie wylałem...




4 komentarze:

  1. No no :, Powiem Ci Mordeczko że na prawdę niezłe <3 Może to i nie moje klimaty ale tak czy siak to opowiadanie robi na mnie wrażenie ;* Oby tak dalej ^^ Czekam na więcej <3

    OdpowiedzUsuń

xxxx
SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://oczamizaczytanej.blogspot.com/