Czym była by sztuka filmowa bez muzyki? Czym była by bez niej nasze emocje i wrażenia podczas oglądania pełnych napięcia scen? Czym był by świat hollywood bez kultowej muzyki Hans'a Zimmer'a?
Hans Zimmer - niemiecki, legendarny kompozytor podczas swojego pierwszej światowej trasy koncertowej, wystąpił podczas niedzielnego wieczoru i dał koncert dla swoich fanów w Atlas Arenie w Łodzi.
Zniecierpliwienie było widać po ludziach, którzy nie zjawili się na koncercie przypadkowo. Przyjechali z całej Polski, każdy z nich dobrze znał muzykę stworzoną przez Zimmer'a i czekał aby usłyszeć jego geniusz na żywo. Napięcie i niecierpliwość rosła tym bardziej im mniej czasu pozostało do koncertu - niektórzy zjawili się już trzy godziny wcześniej.
Już od początku widzów spotkało zaskoczenie, kiedy energicznym krokiem orkiestra powitała widownie takimi numerami jak ''Driver'' z filmu ''Wożąc panią Daisy'', ''Discombobulate'' z ''Sherlock'a Holmes'a'' oraz motywem przewodnim z filmu ''Madagaskar''.
Po przywitaniu się Zimmer'a z widownią mogliśmy posłuchać muzyki z m.in ''Kodu Leonarda Da Vinci'', ''Gladiatora'', ''Króla Lwa'' czy ''Piraci z Karaibów''. Przyznam, że choć nie oglądałam ''Kodu Leonarda Da Vinci'', a czytałam tylko książkę autorstwa Danna Brown'a byłam w stanie wyobrazić sobie piękno Luwru i Roberta Landgona rozwiązującego wraz z Susan zagadkę pozostawioną przez francuskiego mecenasa sztuki. Dużym zaskoczeniem okazało się pojawienie Lisy Gerrard, wokalistki która razem z Zimmer'em stworzyła muzykę do oskarowego filmu Ridley'a Scott'a ''Gladiator''. Wszystkie utwory zostały niesamowicie zagrane z charyzmą, dynamiką, którą widzowie mogli podziwiać nie tylko w muzyce ale i w samej grze i wyglądzie pań instrumentalistek w rockowych stylizacjach, które urzekły całą publiczność. Sam Hans Zimmer połączył dwa z pozoru odległe od siebie kierunki, balansując między grą na pianinie, a grą na gitarze.
Gwoździem pierwszej części okazał się fragment soundtracku z wszystkim dobrze znanym ''Piratów z Karaibów''. Potęgując unoszące się w powietrze napięcie, idąc przez ''One Day'' doszliśmy do utworu ''He's Pirate'' który energicznie zagrany zostawił rozgrzaną publiczność, rozbudzając w nich najwyższe emocje. Publiczność słuchała jak zaczarowana nie tylko wspaniałej muzyki, ale i również barwnych opowieści Zimmer'a m.in o tym jak zaproponowano mu stworzenie muzyki do Gladiatora, o jego wrażeniach kiedy odwiedzał Luwr w Paryżu podczas pracy nad ''Kodem Leonarda Da Vinci''.
W drugiej części mieliśmy okazję nie tyle co posłuchać ale i podziwiać dynamiczne inscenizajce świateł wprost z imprez muzyki techno. Zagrano utwory z filmów o superbohaterach jak ''Superman'', ''Spiderman'' oraz ''Mroczny Rycerz''. Ostatniemu z wymienionych filmów Zimmer poświęcił chwilę czasu na opowiedzenie historii jak tworzył muzykę do tej kultowej ekranizacji, oraz jak cała ekipa musiała sobie poradzić z dokończeniem filmu po śmierci Heatha Ledgera. Przemówienie zakończyło się zagraniem ''Aurory'', ku czci ofiar które zginęły podczas strzelaniny na premierze ''Mrocznego Rycerza''. Koncert zakończył się zasłużonymi brawami i owacjami na stojąco, oraz bisem którym było zagranie fragmentu ''Incepcji'' w tym utworu ''Time'' która wśród widzów posiadała wielu wielbicieli.
Lecz nawet jeśli sama szata artystyczna jest bez zarzutu parę kwestii posiadało swoje wady. Miejsca większość widowni były zdecydowanie oddalone i ekspresję z jaką grali muzycy mogły podziwiać tylko osoby które wykupiły miejsca na płycie... miejsca zdecydowanie droższe. Również lekko opóźnił się czas rozpoczęcia koncertu, przez osoby które się spóźniły, co zdecydowanie mogło zdenerwować tych którzy przyszli znacznie wcześniej.
Jeśli o mnie chodzi, to jestem wielką fanką muzyki Zimmer'a którą stworzył do filmów Disney'a i Dream Works'a, dlatego osobiście przyznam, że zabrakło mi jedynie mojego ukochanego Homeland z ''Mustanga z Dziekiej Doliny'' i do ostatniej chwili na niego czekałam. Choć przyznaję, że jestem całkowicie oczarowana całokształtem koncertu i innowacjami jakimi Zimmer podczas niego wprowadził. Niesamowitym odczuciem było zobaczyć samego Mistrza na żywo, nawet z daleka, z trybun. Poczuć muzykę całym sobą, duszą i sercem, oddać się całkowicie w jej wspaniałe objęcia. W paru momentach bałam się, że moje słabe zastawki nie wytrzymają z wrażenia. Wrażenia jakim zechciał zachwycić nas Hans Zimmer, tego wieczoru ze swoją orkiestrą i spełnić marzenia wielu...
***
Na koniec jeszcze parę słów do moich czytelników, których chciałam przeprosić, że od ponad miesiąca nic nie wstawiłam, lecz byłam zbyt zajęta realizacją kilkuczęściowego filmu no i ja wiadomo szkołą. Przez najbliższy czas również będę zajęta więc z góry was bardzo przepraszam! Wynagrodzę wam wszystko w wakacje, więc nie martwcie się.
Przepraszam również za wszystkie błędy jakie popełniłam, ale pierwszy raz pisałam recenzję koncertu... chyba pierwszy raz od bodajże pięciu lat pisałam jakąkolwiek recenzję. Jednak nie mogłam się po prostu powstrzymać i silniejszym ode mnie okazało się zrelacjonowanie tego wspaniałego wydarzenia.
