Gatunek: One shot, lekkie romansidło OwO
Ostrzeżenia: brak
Od autora: Druga strona zachodzącej pomarańczy to mój pierwszy one shocik napisany w takim stylu O.O Zaczęłam go pisać około miesiąc temu, ale dzisiaj zdecydowałam się dokończyć. Nie wiem co o nim sądzić, jest strasznie krótki i w sumie wstawiam go tu ponieważ za bardzo nie wiem jak powinien wyglądać ''ten drugi'' post na blogu. Nic specjalnego. Króciutkie opowiadanko pisane z myślą o azjatyckich biasach.
zdjęcie można znaleźć tutaj
Stoisz na
tarasie, podpierając się o metalową barierkę, spoglądając
daleko w dal, w odmęty lśniącej rzeki Han-gang. Podziwiasz zachodzące słońce. Krwistoczerwony rubin,
przeplatany purpurą i blaskiem pomarańczu. Do twoich uszu dochodzi
dźwięk miejskiego chaosu Seul, wymieszanego muzyką z odbywającej
się obok imprezy z której wyszłaś. Twoja długa, wieczorowa
suknia, tonąca czernią powiewa na zimnym wietrze, jak by targana
przez niespokojne dusze. Wpatrujesz się w przelatujące śnieżnobiałe
ptaki, szybując po bezkresach niebios, gdzie nie mają zasięgu
ludzie. Gdzie nie władają pieniądze, pożądanie i chciwość.
Zazdrościsz
im. Żałujesz, że nie masz skrzydeł aby wszystko zostawić i
uwolnić się od swojego cholernie pogmatwanego życia.
Wtedy
dochodzą cię jego kroki. Nie odwracasz swojego wzroku od czerwieni
nieba, ale wiesz że to on. Czujesz go gdy znajduję się blisko
ciebie. Działa na ciebie, przyciąga cię jak niewytłumaczalna,
magnetyczna siła której nie sposób się oprzeć.
Staję obok
ciebie, a ty przełykasz głośno ślinę. Nie chcesz na niego
spojrzeć, wiesz do czego jest zdolny, wiesz że z chęcią tobą
zagra, a mimo wszystko nie umiesz się opanować. Starasz się nie
myśleć o wszystkich błogich wspomnieniach w których go
znajdujesz. Jego pociągający zapach, szelmowski uśmiech, ciepły
dotyk dłoni. Odruchowo cofasz swoją.
- Wyszłaś
tak niespodziewanie – mówi, a ty choć starasz się go ignorować,
melodyjność jego głosu która cię mimowolnie uwodzi – I mnie
zostawiłaś... samego.
- Nie chcę
mieć z tobą nic do czynienia – odparowujesz oschle, przez
zachrypnięte gardło.
- Czemu? -
jest coraz bliżej – Powiedz mi. Czemu?
Nie możesz
dłużej wytrzymać, opierasz się pociągającej pokusie i
spoglądasz w jego stronę. Czarne kosmyki włosów, zazwyczaj
swobodnie opadające na delikatną, gładką twarz o idealnych
rysach, teraz rozwiane tańczą na porywającym wietrze. Złocista
skóra lśniąca w zachodzącym słońcu. Znane ci ręce, dotykające
twego ciała podczas łapczywych pocałunków, teraz schowane w
kieszeniach dobrze skrojonej marynarki. Spogląda wprost na ciebie,
swoimi inteligentnymi, lekko skośnymi, tajemniczo spokojnymi oczami.
Nie możesz odgadnąć jego myśli. Czujesz się jak w pułapce z
której nie ma wyjścia. Wpadasz w jego sidła patrząc w te oczy.
- Znasz
odpowiedź. Kocham kogoś innego - kłamiesz - Odejdź
Uśmiecha
się, ukazując śnieżnobiałe zęby. Podchodzi bliżej, a ty
odruchowo chwytasz się mocno barierki, przywierając do niej. Gdy
znajduję się przy tobie dotyka twojej twarzy, przeszywa cię znany
dreszcz. Nie wiesz czy go kochasz czy pali cię nienawiść. Te
pozornie różne uczucia, są do siebie tak podobne, że nie
umiesz się zdecydować.
Nim zdołasz
się zorientować on zbliża swoją twarz. Natychmiast odwracasz się
i odchodzisz parę metrów, głęboko oddychając. Stojąc do niego
plecami, z zaciśniętą pięścią próbujesz uspokoić swoje w
szaleńczym tempie bijące serce. Nie dasz się tak łatwo omamić.
Tym razem tobą nie zmanipuluje.
- Odejdź –
powtarzasz, ale twoje słowa na wiele się nie zdają.
Liczysz w
duchu, że odejdzie. Że zostawi cię w spokoju, na jaki zasłużyłaś.
Jednak on nadal tu jest, wciąż czujesz jego obecność. Niemal
jesteś w stanie wyczuć ton jego bijącego serca, zastanawiasz się
czy bije równie szybko co twoje.
Znów do
ciebie podchodzi, a ty zaczynasz rozumieć, że twój opór jest
bezsensowny. Czujesz jego ciepły oddech na ramieniu, jego dotyk.
Odgarnia twoje jedwabiste, długie włosy. Zbyt silna pokusa aby z
nią walczyć. Zbyt silna.
Odwracasz
się i czujesz jak on przystawia do twojej głowy lufę rewolweru.
Jego palce spoczywają na spuście broni, gotowe w każdym razie
nacisnąć i wystrzelić. Jego
zmysłowa twarz wciąż znajduje się niebezpiecznie blisko.
Niebezpiecznie blisko aby nie móc oprzeć się jego urokowi.
Powinnaś
zacząć krzyczeć, zwrócić na siebie uwagę niczego nie
świadomych, beztrosko bawiących się obok ludzi. Powinnaś go
odepchnąć, uciekać, ratować swoje nędzne życie.
Lecz ty się
uśmiechasz, bo wiesz że bez względu na to gdzie uciekniesz, choćby
do piekła, nie będzie tam jego. Wszystko będzie inne.
Łzy będą
inaczej smakować. Powietrze stanie się duszące, żarzące twoje
drogi oddechowe. Poranki przestaną mieć swoją wartość, stając
się puste, do niczego nie prowadzące. Światło zachodzącego
słońca straci na swym pięknie, nieustnie blednąć aby stać się
ponurym odzwierciedleniem naszej rzeczywistości.
Nie chcesz
widzieć świata bez jego twarzy. Oszukał cię, wykorzystał,
zdradził twoje bijące tylko dla niego, krwawiące serce. Teraz
przynajmniej wiesz, że można kogoś darzyć i wstrętem i miłością.
On widzi
twój uśmiech. Oddała byś wszystko co masz, aby skraść jego
myśli. Czy on też czuję do ciebie namiętne, żarzące nienawiścią
uczucie pożądania? Czy on też pragnie cię mieć tylko dla siebie
i właśnie dlatego chcę mieć twoją krew na swoich silnych, a
jednocześnie tak delikatnych rękach? Pali cię aby się dowiedzieć,
a nie wiesz ile czasu ci pozostało. Nie wiesz czy zdążysz.
Odsuwa broń
od twojej głowy i odrzuca rewolwer jak by się jego brzydził. Upada
na kolana i spuszcza głowę. Klękasz i dotykasz jego idealnej
twarzy, wydaję ci się, że jego ciało niespokojnie się trzęsie.
Subtelnie głaszczesz go po policzku, współczujesz mu.
Współczujesz
mu, bo wiesz, że zakochał się w tobie do tego stopnia, że jednym
sposobem aby się ciebie pozbyć z życia jest wpakowanie ci kulki w głowę i
patrzenie jak drogocenne kafelki pomału zalewa jeszcze ciepła krew.
Całujesz
go. Muskasz jego malinowe wargi, na początku delikatnie, jak byś
bała się że możesz go skrzywdzić. Odwzajemnia pocałunek.
Czujesz, że pragnie cię mieć, a ty mimo że nadal nie wiesz czego
chcesz nie próbujesz się mu sprzeciwiać. Zamiast tego zatapiasz
swoje kruche palce w jego roztargane przez wiatr włosy, a on
obejmuje cię w tali. Drżysz pod wpływem jego dotyku, a on to
wyczuwa i staje się jeszcze pewniejszy siebie. Przypiera cię do
ściany, a ty mu się w pełni oddajesz, zaczynając czuć wstręt do
samej siebie.
Ta ulotna
chwila, mogłaby trwać nieskończoność, gdy wtem zachodzące
słońce znika za horyzontem zostawiając cię samą z nocnymi
tajemnicami toksycznego związku, otulonego płatkami lśniącego
krwią oleandra.

Zatkało mnie...
OdpowiedzUsuńZa prawdę... aż nie wiem co mam napisać. To było tak wspaniałe, trafiłaś idealnie w mój gust Mordko ^u^ Jesteś wspaniała w tym co robisz! Z niecierpliwością czekam na kolejne dzieła ♥♥♥♥
Ajj tam XD Ah, nawet nie wiesz jak się cieszę że ci się podoba <3 postaram się szybko coś dodać, arbuziquu ;3
UsuńJa też się cieszą nawet jeszcze bardziej :* Czekam!
UsuńWooW,jestem pod ogroomnym wrażeniem *.* Rose, ty masz pisarski talent! Serio, cudne ^u^ a poza tym to pierwszy raz widzę taką narrację, w 2 os., co też jest niezwykłe. Czekam na inne opowiadanka <3
OdpowiedzUsuńAwww, dziękuje kochana <3 Cieszę się że czytasz moje wypociny <3
UsuńJejku to było świetne po prostu nic dodać nic ująć <3!
OdpowiedzUsuńJejku to było świetne po prostu nic dodać nic ująć <3!
OdpowiedzUsuń