xxxx

Druga strona zachodzącej pomarańczy

wtorek, 8 marca 2016

Tytuł: Druga strona zachodzącej pomarańczy

Gatunek: One shot, lekkie romansidło OwO

Ostrzeżenia: brak

Od autora: Druga strona zachodzącej pomarańczy to mój pierwszy one shocik napisany w takim stylu O.O Zaczęłam go pisać około miesiąc temu, ale dzisiaj zdecydowałam się dokończyć.  Nie wiem co o nim sądzić, jest strasznie krótki i w sumie wstawiam go tu ponieważ za bardzo nie wiem jak powinien wyglądać ''ten drugi'' post na blogu. Nic specjalnego. Króciutkie opowiadanko pisane z myślą o azjatyckich biasach.

zdjęcie można znaleźć tutaj


        Stoisz na tarasie, podpierając się o metalową barierkę, spoglądając daleko w dal, w odmęty lśniącej rzeki Han-gang. Podziwiasz zachodzące słońce. Krwistoczerwony rubin, przeplatany purpurą i blaskiem pomarańczu. Do twoich uszu dochodzi dźwięk miejskiego chaosu Seul, wymieszanego muzyką z odbywającej się obok imprezy z której wyszłaś. Twoja długa, wieczorowa suknia, tonąca czernią powiewa na zimnym wietrze, jak by targana przez niespokojne dusze. Wpatrujesz się w przelatujące śnieżnobiałe ptaki, szybując po bezkresach niebios, gdzie nie mają zasięgu ludzie. Gdzie nie władają pieniądze, pożądanie i chciwość.

Zazdrościsz im. Żałujesz, że nie masz skrzydeł aby wszystko zostawić i uwolnić się od swojego cholernie pogmatwanego życia.

Wtedy dochodzą cię jego kroki. Nie odwracasz swojego wzroku od czerwieni nieba, ale wiesz że to on. Czujesz go gdy znajduję się blisko ciebie. Działa na ciebie, przyciąga cię jak niewytłumaczalna, magnetyczna siła której nie sposób się oprzeć.

Staję obok ciebie, a ty przełykasz głośno ślinę. Nie chcesz na niego spojrzeć, wiesz do czego jest zdolny, wiesz że z chęcią tobą zagra, a mimo wszystko nie umiesz się opanować. Starasz się nie myśleć o wszystkich błogich wspomnieniach w których go znajdujesz. Jego pociągający zapach, szelmowski uśmiech, ciepły dotyk dłoni. Odruchowo cofasz swoją.

- Wyszłaś tak niespodziewanie – mówi, a ty choć starasz się go ignorować, melodyjność jego głosu która cię mimowolnie uwodzi – I mnie zostawiłaś... samego.

- Nie chcę mieć z tobą nic do czynienia – odparowujesz oschle, przez zachrypnięte gardło.

- Czemu? - jest coraz bliżej – Powiedz mi. Czemu?

Nie możesz dłużej wytrzymać, opierasz się pociągającej pokusie i spoglądasz w jego stronę. Czarne kosmyki włosów, zazwyczaj swobodnie opadające na delikatną, gładką twarz o idealnych rysach, teraz rozwiane tańczą na porywającym wietrze. Złocista skóra lśniąca w zachodzącym słońcu. Znane ci ręce, dotykające twego ciała podczas łapczywych pocałunków, teraz schowane w kieszeniach dobrze skrojonej marynarki. Spogląda wprost na ciebie, swoimi inteligentnymi, lekko skośnymi, tajemniczo spokojnymi oczami. Nie możesz odgadnąć jego myśli. Czujesz się jak w pułapce z której nie ma wyjścia. Wpadasz w jego sidła patrząc w te oczy.

- Znasz odpowiedź. Kocham kogoś innego - kłamiesz - Odejdź

Uśmiecha się, ukazując śnieżnobiałe zęby. Podchodzi bliżej, a ty odruchowo chwytasz się mocno barierki, przywierając do niej. Gdy znajduję się przy tobie dotyka twojej twarzy, przeszywa cię znany dreszcz. Nie wiesz czy go kochasz czy pali cię nienawiść. Te pozornie różne uczucia, są do siebie tak podobne, że nie umiesz się zdecydować.

Nim zdołasz się zorientować on zbliża swoją twarz. Natychmiast odwracasz się i odchodzisz parę metrów, głęboko oddychając. Stojąc do niego plecami, z zaciśniętą pięścią próbujesz uspokoić swoje w szaleńczym tempie bijące serce. Nie dasz się tak łatwo omamić. Tym razem tobą nie zmanipuluje.

- Odejdź – powtarzasz, ale twoje słowa na wiele się nie zdają.

Liczysz w duchu, że odejdzie. Że zostawi cię w spokoju, na jaki zasłużyłaś. Jednak on nadal tu jest, wciąż czujesz jego obecność. Niemal jesteś w stanie wyczuć ton jego bijącego serca, zastanawiasz się czy bije równie szybko co twoje.

Znów do ciebie podchodzi, a ty zaczynasz rozumieć, że twój opór jest bezsensowny. Czujesz jego ciepły oddech na ramieniu, jego dotyk. Odgarnia twoje jedwabiste, długie włosy. Zbyt silna pokusa aby z nią walczyć. Zbyt silna.

Odwracasz się i czujesz jak on przystawia do twojej głowy lufę rewolweru. Jego palce spoczywają na spuście broni, gotowe w każdym razie nacisnąć i wystrzelić. Jego zmysłowa twarz wciąż znajduje się niebezpiecznie blisko. Niebezpiecznie blisko aby nie móc oprzeć się jego urokowi.

Powinnaś zacząć krzyczeć, zwrócić na siebie uwagę niczego nie świadomych, beztrosko bawiących się obok ludzi. Powinnaś go odepchnąć, uciekać, ratować swoje nędzne życie.

Lecz ty się uśmiechasz, bo wiesz że bez względu na to gdzie uciekniesz, choćby do piekła, nie będzie tam jego. Wszystko będzie inne.

Łzy będą inaczej smakować. Powietrze stanie się duszące, żarzące twoje drogi oddechowe. Poranki przestaną mieć swoją wartość, stając się puste, do niczego nie prowadzące. Światło zachodzącego słońca straci na swym pięknie, nieustnie blednąć aby stać się ponurym odzwierciedleniem naszej rzeczywistości.

Nie chcesz widzieć świata bez jego twarzy. Oszukał cię, wykorzystał, zdradził twoje bijące tylko dla niego, krwawiące serce. Teraz przynajmniej wiesz, że można kogoś darzyć i wstrętem i miłością.

On widzi twój uśmiech. Oddała byś wszystko co masz, aby skraść jego myśli. Czy on też czuję do ciebie namiętne, żarzące nienawiścią uczucie pożądania? Czy on też pragnie cię mieć tylko dla siebie i właśnie dlatego chcę mieć twoją krew na swoich silnych, a jednocześnie tak delikatnych rękach? Pali cię aby się dowiedzieć, a nie wiesz ile czasu ci pozostało. Nie wiesz czy zdążysz.

Odsuwa broń od twojej głowy i odrzuca rewolwer jak by się jego brzydził. Upada na kolana i spuszcza głowę. Klękasz i dotykasz jego idealnej twarzy, wydaję ci się, że jego ciało niespokojnie się trzęsie. Subtelnie głaszczesz go po policzku, współczujesz mu.

Współczujesz mu, bo wiesz, że zakochał się w tobie do tego stopnia, że jednym sposobem aby się ciebie pozbyć z życia jest wpakowanie ci kulki w głowę i patrzenie jak drogocenne kafelki pomału zalewa jeszcze ciepła krew.

Całujesz go. Muskasz jego malinowe wargi, na początku delikatnie, jak byś bała się że możesz go skrzywdzić. Odwzajemnia pocałunek. Czujesz, że pragnie cię mieć, a ty mimo że nadal nie wiesz czego chcesz nie próbujesz się mu sprzeciwiać. Zamiast tego zatapiasz swoje kruche palce w jego roztargane przez wiatr włosy, a on obejmuje cię w tali. Drżysz pod wpływem jego dotyku, a on to wyczuwa i staje się jeszcze pewniejszy siebie. Przypiera cię do ściany, a ty mu się w pełni oddajesz, zaczynając czuć wstręt do samej siebie.


 Ta ulotna chwila, mogłaby trwać nieskończoność, gdy wtem zachodzące słońce znika za horyzontem zostawiając cię samą z nocnymi tajemnicami toksycznego związku, otulonego płatkami lśniącego krwią oleandra.

7 komentarzy:

  1. Zatkało mnie...
    Za prawdę... aż nie wiem co mam napisać. To było tak wspaniałe, trafiłaś idealnie w mój gust Mordko ^u^ Jesteś wspaniała w tym co robisz! Z niecierpliwością czekam na kolejne dzieła ♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ajj tam XD Ah, nawet nie wiesz jak się cieszę że ci się podoba <3 postaram się szybko coś dodać, arbuziquu ;3

      Usuń
    2. Ja też się cieszą nawet jeszcze bardziej :* Czekam!

      Usuń
  2. WooW,jestem pod ogroomnym wrażeniem *.* Rose, ty masz pisarski talent! Serio, cudne ^u^ a poza tym to pierwszy raz widzę taką narrację, w 2 os., co też jest niezwykłe. Czekam na inne opowiadanka <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Awww, dziękuje kochana <3 Cieszę się że czytasz moje wypociny <3

      Usuń
  3. Jejku to było świetne po prostu nic dodać nic ująć <3!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejku to było świetne po prostu nic dodać nic ująć <3!

    OdpowiedzUsuń

xxxx
SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://oczamizaczytanej.blogspot.com/